Get Adobe Flash player
Bez wstępu

Świat daje Ci to, co czujesz i o czym myślisz.

Jedyne Twoje ograniczenia to te, które sam na siebie nakładasz.

Życie na Ziemi to tylko krótkie zamyślenie naszego Całkowitego JA.

Nie pochodzisz z tego świata, to ten świat pochodzi z CIEBIE.

Podłącz swojego Facebooka
Connect with Facebook
Co słychać?
Ostatnie komentarze
    mrkriss: httpv://www.youtube.com/watch? v=iMb47etCM5c „You just don’t get it, do you?” :D
    Emily: Swietny tekst, tak dobry, ze trudno cos dorzucic. No i fajniejszy od starego wyglad strony; mniej tajemniczy,...
    mrkriss: Ja znalazłem już moją Partnerkę Duchową :), przyciągneliśmy się, gdy najbardziej byliśmy sobie potrzebni i...
    Madzia: o tak.. utopi się chyba, ale w tych reklamach ;-) Pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości podczas odwiedzania...
    Madzia: Piękny tekst :-) Pozwól, że dorzucę do niego cytat z książki Annie Wilson „Jesteś kolorem”:...
    mrkriss: Dzięki Herbinko, miło mi, że zajrzałaś do mnie :) dzięki za ciepłe słowo:) PS. Gdybyś potrzebowała nowej...
    Magdalena: Bardzo interesujący blog, na pewno będę do niego wracać. Jeśli pozwolisz dodam go do linków na swojej...
    Herbina: Ha, jakie smieszne obrazki sie przy komentach pokazuja, hi,hi :))
    Herbina: Swietny tekst, tak dobry, ze trudno cos dorzucic. No i fajniejszy od starego wyglad strony; mniej...
    mrkriss: dzięki ;) ale jak możesz to pisz więcej :))
Z Galerii
Robert Monroe
Kliknij & Pomóż!

The Rainforest Site

10 Pytań do Dalai Lamy – film

Piękny i poruszający film, który warto zobaczyć i zapamiętać.

Poród w stanie hipnozy?

Nie jestem pewien dlaczego narrator używa tutaj słowa „hipnoza”, choć w tytule jest o wyciszeniu. Niemniej ciekawy film o tym jak rodzić bez bólu.

Esencja Buddyzmu Zen

Inwazja pogan!

Ponieważ na stronie Youtube nie mogę dopisać komentarza do tego filmu, więc zrobię to tutaj.

Moim zdaniem rozumienie karmy przedstawione powyżej jest powszechne i zupełnie błędne. Nie chodzi o to, że będę musiał doświadczyć zła, które wyrządziłem, chodzi o to, że po śmierci trafię w obszary świadomości, które odpowiadają na takie zło, po prostu będę przyciągał tego więcej i więcej do swojego doświadczenia, tak długo, aż nie zacznę żałować zła, które wyrządziłem, aż nie będę mógł / chciał tego zła naprawić.

Osoba wypowiadająca się w tym filmie nie jest obiektywna w ocenie wartości duchowych religii Wschodu. Podejście takie uniemożliwia konstruktywny dialog i wyciągnięcie obiektywnych wniosków.

Żenada ;(

Prawda jest taka, że nie ważne jest jakim sposobem, jakimi narzędziami, czy to przez Chrześcijanizm, Buddyzm, Hinduizm czy Medytację Zen, jeśli szczerze i mocno chcesz odnaleźć wewnętrzną prawdę o sobie to ją odnajdziesz.

TO wszystko Tutaj to tylko drogowskazy.

Jak medytować – wg Jana Berezy

Polecam:

Duchowy Sens Życia

Czy nie macie czasem wrażenia jakby cały otaczający was świat i te wszystkie sprawy, które trzeba załatwić, czynności, które trzeba wykonać, życie, które trzeba przeżyć – czy nie macie czasem wrażenia, że to wszystko, to całe ziemskie życie jest powierzchowne, płaskie i chwilowe?

Czy nie macie czasem ochoty uciec do lasu i tam na zawsze zanurzyć się w wiecznym Teraz?

Wszystkie cele jakie sobie Tutaj stawiam wydają mi się dzisiaj takie słabe, bez mocy. Pieniądze, praca, dom, życie…

Nic w tym dziwnego, moc może wypłynąć tylko ze mnie, nigdy nie znajdę jej w sprawach poza mną.

Duchowa Moc i Sens.

Jak połączyć duchowość z rzeczywistością tak, by nadać moc wszystkiemu co robię, by każda czynność miała SENS?

Jest sposób :)

Ten sposób to Cicha Uważność.

Poczucie sensu życia zatraca się w prędkości z jaką skacze nasz umysł po wszystkich tych sprawach każdego dnia a odnajduje się w ciszy u uważności naszego umysłu. Nasz energia wraca wtedy do nas wzmacniając swoją esencję.

Biały Człowiek cechuje się kreatywnością. Kreatywność wymaga rozwiniętego dialogu wewnętrznego, pamięci, wiedzy, zrozumienia, zdolności manualnych… Jednakże jaki sens ma ta kreatywność? Kasa? Przetrwanie gatunku?

Jaki ma ona sens dla Ciebie?

Te cele, które wymieniłem powyżej jakoś nie specjalnie motywują, realizuję je bo muszę i nie wychodzi to jakoś wyjątkowo rewelacyjnie. Czasem czuję  inspirację, czasem ręce palą się do pracy (zwłaszcza po kawie).

Więc, po co i dlaczego budujemy cywilizację? Czy nie po to, by połączyć duchowe z materialnym? Czy nie dlatego, że tęsknimy za duchową doskonałością?

I pcha nas do tego inspiracja, tęsknota, marzenia. Nic materialnego. Nic zewnętrznego.

Sens życia to nasza Duchowość. To nasze marzenia, tęsknoty i inspiracje wypływające z nas samych. A te można dostrzec tylko w Ciszy i Uważnym nasłuchiwaniu tego, co wypływa z Wnętrza.

Powodzenia.

Dzogczen, czyli gdzie jestem i dokąd zmierzam

Czytająć książkę Namkhai Norbu „Kryształ i ścieżka światła” zacząłem sobie uświadamiać na ile moja dotychczasowa praktyka pasuje do dzogczenu i gdzie ja w tym jestem.

Moja dotychczasowa praktyka przypomina buddyjską praktykę podstawy (szi). Jest to pierwszy krok w praktyce dzogczenu – odnalezienie i pogłębianie tego uważnego stanu „bez myśli”.

Należy tutaj podkreślić, że ten stan najłatwiej jest osiągnąć poprzez uważną obserwację swojego umysłu. Obserwujesz jak myśl pojawia się, „wybucha” w twojej głowie opanowując cały umysł po horyzont, a potem stopniowo wypala się i znika pozostawiając po sobie pustkę.

W moim przypadku to nie były pojedyncze myśli, ale cały ich splot. Myślotok był tak silny, że nie byłem w stanie go obserwować. Skoncentrowałem więc wszystkie swoje siły na nie-podążaniu za myślami i to było chyba najtrudniejsze. Była to dla mnie swoista walka z myślami, na śmierć i życie. Mój umysł chwytał się najchytrzejszych podstępów by zwodzić mnie z tego postanowienia, ale w końcu zaczął powoli ustępować.

Umysł człowieka sam zabiega o to, byś poświęcał uwagę myślom, które on dla ciebie wytwarza. Dlaczego? Bo bez twojej uwagi te myśli nie mogą istnieć. Tego się wtedy nauczyłem, zapomniałem jednak o nieustającej obserwacji. Jak się okazuje jest ona kluczowa w praktyce dzogczen i medytacji w ogóle i nie można podążać tą ścieżką nie praktykując bezustannej obserwacji umysłu. Więcej o tym znalazłem w ciekawym artykule tutaj.

Z tą świadomością i wiedzą mogę chyba powrócić do praktyki. Zrobiłem swego czasu duży krok naprzód, teraz należy przywrócić to do kondycji i szlifować w sposób już właściwy i pod przewodnictwem nauczyciela.

Zawsze gdzieś głęboko marzyłem o mistrzowskiej ścieżce duchowej, dzięki której stanę się kimś „poza” i będę mógł pomagać tym żyjącym „tutaj”. Kto o tym nie marzył zanim nie stwierdził, że czas dostosować się do świata i żyć jak inni?

Za rok przyjeżdża Tenga Rinpocze by udzielać schronienia. Postaram się przygotować na ten przyjazd, zobaczymy jakiej udzieli mi praktyki.

Wizyta w Grabniku

No i stało się, dałem się namówić (lepiej późno, niż wcale) na wyjazd do Grabnika, na ostatni dzień wykładów udzielanych przez samego Tenge Rinpoczego. Muszę przyznać, że nie żałuję, a raczej żałuję, że wcześniej się nie zdecydowałem, może zdążyłbym przyjąć schronienie…

Najbardziej utkwiła mi w pamięci spokojna, niemal medytacyjna atmosfera panująca tamtego dnia w Ośrodku Kultury Tybetańskiej. Ale nie była to atmosfera senna, ale pogodna, prawie radosna..

Dzieci szybko się zaaklimatyzowały i rozpoczęły radosne buszowanie po namiotach i pokojach innych uczestników wykładów.

Na samym początku Tenga Rinpocze poprowadził ceremonię poświęcenia flag modlitewnych usytuowanych na środku placu przed budynkiem ośrodka. Potem wszyscy zebraliśmy się w ogromnym namiocie rozbitym nieco dalej… zwyczaj wymaga od każdego uczestnika by ten wchodząc do namiotu wykonał trzykrotnie głęboki ukłon w stronę Rinpoczego z dotknięciem podłogi czołem. Jakoś nie udało mi się zdobyć na ten wyczyn. Usiadłem po cichu i czekałem co będzie dalej.

Wkrótce zaczęły się modlitwy inicjujące a dla mnie jakby czas się zatrzymał. Słuchałem i nagrywałem na telefon nauki Tengi i czułem jak bardzo współgrają one ze mną, jak bardzo podobne są do tego co przeżyłem i odnalazłem w swojej praktyce do tej pory. A jednak ciągle miałem jakiś jeszcze dystans.

Potem była 3-godzinna przerwa obiadowa. Pospacerowaliśmy sobie po okolicznych łąkach, pogadaliśmy z innymi uczestnikami, w końcu zjedliśmy posiłek. Potem zaczęła się druga część, składająca się głównie z podziękowań, jakie Tenga Rinpocze składał wszystkim zaangażowanym w rozwój ośrodka.

Na koniec, zanim poszliśmy do samochodu poszedłem jeszcze raz do namiotu posłuchać ostatniej praktyki… Jakoś nie dawało mi spokoju to, że oni tam grają a mnie tam nie ma.

Już z daleka było słychać było donośny głos tybetańskich trąb dun-chen, talerzy rol-ma i bębnów damaru. Stanąłem przy wejściu i zasłuchałem się na chwilę. Stałem na wprost Tengi Rinpoczego, który siedział na drugim końcu namiotu. W pewnym momencie uderzyła mnie energia głębokiego respektu, szacunku i cześci wobec tej praktyki, wąski, ale wyraźny strumień skierowany wprost do mnie… Czyżby Tenga Rinpocze…? Cały czas siedział nieruchomo, chyba z zamkniętymi oczyma. Podobno ludzie czują przy nim niesamowite rzeczy.

Pomyślałem, że czas już iść. Tym razem nie miałem już problemu z ukłonem. Pożegnalnym.

Patrząc na stronę domową ośrodka w Grabniku i na posąg Buddy tam przedstawiony zaczynam odczuwać coś w rodzaju słabej i niewyraźnej… takie jakieś podświadome przyciąganie, coś niejasnego, jakby sentyment? Czuję, że wcześniej czy później z0stanę buddystą, ale… muszę do tego dojrzeć wewnętrznie. Musi coś się jeszcze wydarzyć. Muszę rozpoznać i odnaleźć swoje powiązanie z buddyzmem, o ile takie istnieje.

Z moich przemyśleń i rozmów z Conchi wynika, że moja dotychczasowa ścieżka ma wiele wspólnego z praktyką buddyjską, choć wszystkie ćwiczenia, jakich się podejmowałem, wybierałem intuicyjnie. Książka Johanessa Lotz Si zawiera w sobie dość dokładny opis chrześcijańskiego podejścia do medytacji, którą praktykowałem przez pewien okres dość intensywnie (omijając skrzętnie chrześcijańskie terminologie). Stanowiła ona w tamtym czasie jedyne i główne źródło moje wiedzy praktycznej, które również wybrałem intuicyjnie.

Co w tym dziwnego? Ano to, że rezultaty mojej praktyki są łudząco podobne do tego, do czego dąży początkujący buddysta. Mam na myśli dążenie do urzeczywistnienia pustki i przejrzystego stanu umysłu. Nic nie opisuje tak trafnie tego stanu jak opis, który usłyszałem na wczorajszym wykładzie w Grabniku (przytoczę je tutaj później, po przesłuchaniu nagrań).

PS. Zapisuję to wszystko ku pamięci, oraz dla Was, jeśli zdecydujecie się kiedyś wkroczyć na ścieżkę Buddy (kto wie czy już nią nie kroczycie?).

PS2. Czekam niecierpliwie na kolejne warsztaty. Rinpocze przyjedzie dopiero za rok, jest więc czas, by wszystko przemyśleć i się przygotować.

Co ma sens?

Dziś, rozmyślając nad przyszłością swoich dzieci przypomniałem sobie dlaczego zarzuciłem rozwój w kierunku muzycznym. Bawiąc się muzyką komputerową w wieku szkolnym odkryłem, że jest coś piękniejszego od muzyki, coś od niej głębszego i bardziej inspirującego. „Sza, cicho-sza. Czas na ciszę…”, jak mówi piosenka.

Doświadczanie ciszy rozbija wszelką sztukę, która bywa jedynie nieudolną próbą powierzchownego wyrażania tej wewnętrznej ciszy, harmonii i równowagi.

W obliczu ciszy jakiej ja ciągle od czasu do czasu doświadczam wszystko traci na znaczeniu, wszystko staje się płaskie i nieudolne. Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z tym stanem, nie byłem w stanie się uczyć na studiach. Chodziłem sobie po świecie jak podróżnik, który wpadł tu z wizytą i szuka sklepu z pamiątkami. Trwało to jakieś 2 tygodnie a potem zrozumiałem, że tak dalej być nie może, że czas wracać do mojego życia…

W gruncie rzeczy część mnie obawia się tej ciszy – ponieważ jest ona zaprzeczeniem wszystkich materialnych wartości, wszystkich codziennych zajęć, wszystkich ludzkich potrzeb. Cisza jest poza tym wszystkim.

A jednak jej potrzebuję, doświadczenie ciszy jest jak potężny ładunek duchowej siły, by z mocą podążać przez życie. Mogę się nią posłużyć do osiągania swoich celów, trzeba tylko trochę wytrwałości, codziennej praktyki i jak zawsze – siły woli.

Ostatnio uciekałem od ciszy. Z lenistwa, nie chciało mi się praktykować. I co się stało? Zacząłem się zmieniać w marudnego, naburmuszonego mruka, który tylko szukał okazji by wybuchnąć złością i przekleństwami i męczył się z uporczywym bólem głowy…

Czarne albo białe, nie ma środkowej opcji. Poziom energii jakiego doświadczam na co dzień mogę przekształcić w pogodną, duchową i aktywną postać albo w zgorzkniałego gbura.

Świadomość osobistej siły to też odpowiedzialność za nią. Moje myśli, moja aura, moje emocje wpływają mocniej na otoczenie, niż emocje przeciętnego Kowalskiego. A to dlatego, że wzmacnia je moja świadomość naszej podświadomej więzi, moja empatia, moje doświadczenie.

Ale nawet, gdy ja się złoszczę to wiem, że moja aura wpływa pozytywnie. Nawet nie tyle aura, co empatia, która przekazuje innym to uczucie wspólnoty, jedności ze wszystkim, które noszę ze sobą chyba od zawsze. Złość jedynie sprawia, że jestem mniej świadomy tego uczucia. Ale ono zawsze we mnie jest.

Więc czemu powinien poświęcić się człowiek, który przekroczył granice mentalnego dialogu wewnętrznego, który poszedł za drogowskazami sztuki, doszedł do wskazywanego przez nią celu i go doświadczył całym sobą?

Na polanie rośnie sobie piękny kwiat. Każdy, kto potrafi go dostrzec, może nacieszyć się jego pięknem do woli. I samemu też stanie się trochę jak ten kwiat. I też będzie cieszyć innych.

PS. Od jutra co rano krótka medytacja z wizualizacja sukcesów dnia. I pobudki o 5.00, po max 6 h snu!

Dziękując za ich obecność

Dwa wieczory temu postanowiłem, że dowiem się jakie mam duchowe zadanie do zrealizowania na Ziemi. Wyraziłem intencję i poszedłem spać.W nocy przyśniło mi się, że jestem wśród wielu znajomych, zebraliśmy się razem by coś omówić, ustalić wyjaśnić, by coś mi uświadomić. Jest nas wielu, bardzo wielu, wszyscy stoją wokół mnie i patrzą wyczekująco. Ich spojrzenia jaśnieją wewnętrznym blaskiem. Uświadamiam sobie, że mam rozpoznać tych moich i że mogę ich poznać właśnie po oczach. W tym momencie ujrzałem oczy jednego z nich, wyraźnie widziałem ich kształt, blask, kolor i bijącą z nich świadomość. Dotarło do mnie, że ludzie z takimi spojrzeniami są ze mną a ja z nimi, jesteśmy jednym. Oni są tacy jak ja, ja jestem taki jak oni. Potem się obudziłem. Pomyślałem, że moim zadaniem jest odnaleźć tych “moich”.

Jest kilka osób na tym świecie, z którymi odczuwam pewną więź, choć często ich nie znam. W tym śnie chodziło o emocję, intuicję, atmosferę jaka tam panowała. “Moi” żyją właśnie w takiej atmosferze, podobnie jak ja. W atmosferze więzi, wspólnoty, ale nie z tymi obcymi ludźmi wokół mnie – po prostu poczucie więzi i wspólnoty duchowej z czymś lub kimś większym i nie należącym do tego materialnego świata. Takie wsparcie duchowe od wielu istot, które są ze mną spokrewnione, czy mocno ze mną związane na poziomie duchowym…

Warto dążyć do tego uczucia, warto się poświęcić, spędzić kilka lat jak odludek, warto opanować automatyczne myśli pochłaniające tak wiele energii, warto odnaleźć w sobie tą wielość istnień, które przecież żyją, myślą, czują i promieniują do mnie swoim szczęściem.

Ciągle zapominam i na nowo przypominam sobie o tym, by im dziękować, dziękować za każdy kolejny dzień mojego życia i ich obecność w nim. Wiem, że każda przeszkoda na mojej/naszej drodze zostanie pokonana, że spotykać będę tylko właściwych ludzi, że nic nie jest przypadkowe w życiu. Nie wiem czy byłbym w stanie być nieszczęśliwym człowiekiem. Już chyba nie..

Nadal jednak nie wiem, w jakim celu przyszedłem na świat – może żeby uczyć się i doświadczać tej wspólnoty? A może żeby… żeby zdecydować co dalej? Nie wiem. Może sam nasz udział w tym co dzieje się na Ziemi jest ważny? Sama nasza obecność i podświadoma zdolność do dzielenia się tą wspólnotą z innymi, zwykłymi ludźmi, których mijam na chodniku przy Alejach Jerozolimskich, albo tych, których spotykam w pracy? Może to jest właśnie nasze zadanie – być i swoją obecnością podnosić wibracje na wyższy i zdrowszy poziom?

A więc jestem, dla Was, dla nich, dla każdego dużego i małego, szczęśliwego i rozżalonego.

Podziękujcie dzisiaj za ten dzień, za możliwość doświadczania i uczestniczenia w Zmianach zachodzących właśnie na Ziemi i w świadomości jej mieszkańców. Jutro i pojutrze też.

Postaram się od dzisiaj dzielić tą wspólnotą również za pośrednictwem tego bloga.

I nie tylko – dzisiaj w windzie dałem płaczącemu 3-latkowi cukierka. Tak go to zszokowało, że o całym świecie zapomniał :)

Uśmiechnijcie się!