Archive for Grudzień, 2008
mam doła
już dawno nie miałem. A może to tylko niedotlenienie? Albo zbyt obfity posiłek?
Na szczęście nie umiem już tak jak kiedyś słać w kosmos wiązanki negatywnych myśli/emocji. Po prostu nie mam ochoty do pracy, chcę pograć w grę, pocieszyć się chwilą samotności, oddać się swoim pasjom. A tu pracować każą.
Tworzenie stron www coraz mniej mnie cieszy – nie chce mi się, coraz częściej robię wszystko na darmowych gotowcach, które i tak lepsze są od mojego kodu. Dzisiaj się zastanawiałem nawet czy powinienem przedłużać ważność domen stronek, które założyłem, sam nie wiem za bardzo po co.
Ano po to żeby się pobawić, żeby podłubać, to zawsze moje hobby miało być. Próbowałem długi czas zrobić z tego także moje źródło dochodu i utrzymania. Nie wyszło. Brak mi wytrwałości, sumienności i profesjonalizmu, które to cechy są potrzebne przy realizacji zleceń.
Tylko patrzeć mi pozostało zazdrośnie na super serwisiki jakie każdego dnia pojawiają się w polskim internecie jak grzyby po deszczu. To nie dla mnie. Co z tego, że chciałbym taki mieć? Nie poradziłbym sobie, nawet gdybym go odkupił.
Od jakichś 2 lat interesuję się także globalnym rynkiem walutowym Forex. Jak na razie zyski miewam raczej sporadycznie.
Ciągle szukam, szukam drogi dla siebie.
„Ciągle nie wiem gdzie moja droga
Moje trwanie płynie z wiekiem…”
ktoś kiedyś powiedział: „rób to, co przychodzi ci z łatwością, bo do tego zostałeś stworzony”.
Eh. Widział ktoś żeby 32 letni mąż oraz ojciec dwójki dzieci wypisywał takie blogi?
Jesienne liście
kim jestem?
skąd przybyłem?
dokąd zmierzam?
samotnik potrafi tylko ciężko wzdychać
a ja?
niewiele mnie od niego dzieli
kilka decyzji
i ich skutki
—
ciągle jestem taki sam
choć mój świat wciąż się zmienia
ciągle mam to samo
choć moje cele są już gdzie indziej
—
wiatr szumi wśród jesiennych liści
lodowaty powiew
i już wiem
trzeba przygotować się na zimę
—
mój wiatr rozwiewa jesienne liście…
Czas
Niniejszym mój blog myoobe.pl zniknął z internetu… Powód? Brak kasy. Brak czasu. Brak… motywacji?
Mam to chyba już za sobą… sam nie wiem. Jakaś nostalgia, jakbym wspominał swoją… przyszłość? i stwierdził, że najpiękniejsze czasy już minęły, teraz przyjdą lata wypełnione pracą, zarabianiem, pracą.
Jedynie poranne, pomarańczowe słońce, w które z taką radością kiedyś się wpatrywałem, które dziś zajrzało przez brudne szyby naszego samochodu wprost do moich zmęczonych źrenic… przypomniało mi o sobie.
O tym, że jest.
Och, jak ono wspaniale i kochająco jest.
Kiedyś… kiedyś czułem Jego życiową energię, potrafiłem czerpać siłę bezpośrednio z ciepła promieni Słońca.
Ciepło jest tylko nośnikiem, nośnikiem czegoś więcej, znacznie więcej. Kwiaty i drzewa to wiedzą. Im wystarcza słońce, woda i ziemia.
Od dłuższego czasu mam wrażenie jakbym co ranek, budząc się, wstępował w progi jakiegoś zagmatwanego systemu kształcenia. Program nauczania jest trudny a repety są serwowane w sposób absolutnie bezwzględny.
Czuję się jakbym od dawna już żył w zaświatach.
Sentyment to podobno jakieś ukryte w podświadomości wspomnienie. Niemniej wszystkie te dziwne rzeczy jakie wydarzyły się w moim życiu, jakie pamiętam, jakie wydarzają się co jakiś czas… Wydają się czasem tak nieprawdopodobne, że nie sposób uwierzyć, że nadal jestem w tym ciężkim, sztywnym i gruboskórnym świecie żywych.
Ten świat to szkoła, w której co najmniej o wiele więcej jest moźliwe, niż na Ziemi. Zapewne to część procesu przypominania. Przypominania sobie chwili śmierci…

