Archive for Maj, 2010
Co ma sens?
Dziś, rozmyślając nad przyszłością swoich dzieci przypomniałem sobie dlaczego zarzuciłem rozwój w kierunku muzycznym. Bawiąc się muzyką komputerową w wieku szkolnym odkryłem, że jest coś piękniejszego od muzyki, coś od niej głębszego i bardziej inspirującego. „Sza, cicho-sza. Czas na ciszę…”, jak mówi piosenka.
Doświadczanie ciszy rozbija wszelką sztukę, która bywa jedynie nieudolną próbą powierzchownego wyrażania tej wewnętrznej ciszy, harmonii i równowagi.
W obliczu ciszy jakiej ja ciągle od czasu do czasu doświadczam wszystko traci na znaczeniu, wszystko staje się płaskie i nieudolne. Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z tym stanem, nie byłem w stanie się uczyć na studiach. Chodziłem sobie po świecie jak podróżnik, który wpadł tu z wizytą i szuka sklepu z pamiątkami. Trwało to jakieś 2 tygodnie a potem zrozumiałem, że tak dalej być nie może, że czas wracać do mojego życia…
W gruncie rzeczy część mnie obawia się tej ciszy – ponieważ jest ona zaprzeczeniem wszystkich materialnych wartości, wszystkich codziennych zajęć, wszystkich ludzkich potrzeb. Cisza jest poza tym wszystkim.
A jednak jej potrzebuję, doświadczenie ciszy jest jak potężny ładunek duchowej siły, by z mocą podążać przez życie. Mogę się nią posłużyć do osiągania swoich celów, trzeba tylko trochę wytrwałości, codziennej praktyki i jak zawsze – siły woli.
Ostatnio uciekałem od ciszy. Z lenistwa, nie chciało mi się praktykować. I co się stało? Zacząłem się zmieniać w marudnego, naburmuszonego mruka, który tylko szukał okazji by wybuchnąć złością i przekleństwami i męczył się z uporczywym bólem głowy…
Czarne albo białe, nie ma środkowej opcji. Poziom energii jakiego doświadczam na co dzień mogę przekształcić w pogodną, duchową i aktywną postać albo w zgorzkniałego gbura.
Świadomość osobistej siły to też odpowiedzialność za nią. Moje myśli, moja aura, moje emocje wpływają mocniej na otoczenie, niż emocje przeciętnego Kowalskiego. A to dlatego, że wzmacnia je moja świadomość naszej podświadomej więzi, moja empatia, moje doświadczenie.
Ale nawet, gdy ja się złoszczę to wiem, że moja aura wpływa pozytywnie. Nawet nie tyle aura, co empatia, która przekazuje innym to uczucie wspólnoty, jedności ze wszystkim, które noszę ze sobą chyba od zawsze. Złość jedynie sprawia, że jestem mniej świadomy tego uczucia. Ale ono zawsze we mnie jest.
Więc czemu powinien poświęcić się człowiek, który przekroczył granice mentalnego dialogu wewnętrznego, który poszedł za drogowskazami sztuki, doszedł do wskazywanego przez nią celu i go doświadczył całym sobą?
Na polanie rośnie sobie piękny kwiat. Każdy, kto potrafi go dostrzec, może nacieszyć się jego pięknem do woli. I samemu też stanie się trochę jak ten kwiat. I też będzie cieszyć innych.
PS. Od jutra co rano krótka medytacja z wizualizacja sukcesów dnia. I pobudki o 5.00, po max 6 h snu!
Dziękując za ich obecność
Dwa wieczory temu postanowiłem, że dowiem się jakie mam duchowe zadanie do zrealizowania na Ziemi. Wyraziłem intencję i poszedłem spać.W nocy przyśniło mi się, że jestem wśród wielu znajomych, zebraliśmy się razem by coś omówić, ustalić wyjaśnić, by coś mi uświadomić. Jest nas wielu, bardzo wielu, wszyscy stoją wokół mnie i patrzą wyczekująco. Ich spojrzenia jaśnieją wewnętrznym blaskiem. Uświadamiam sobie, że mam rozpoznać tych moich i że mogę ich poznać właśnie po oczach. W tym momencie ujrzałem oczy jednego z nich, wyraźnie widziałem ich kształt, blask, kolor i bijącą z nich świadomość. Dotarło do mnie, że ludzie z takimi spojrzeniami są ze mną a ja z nimi, jesteśmy jednym. Oni są tacy jak ja, ja jestem taki jak oni. Potem się obudziłem. Pomyślałem, że moim zadaniem jest odnaleźć tych “moich”.
Jest kilka osób na tym świecie, z którymi odczuwam pewną więź, choć często ich nie znam. W tym śnie chodziło o emocję, intuicję, atmosferę jaka tam panowała. “Moi” żyją właśnie w takiej atmosferze, podobnie jak ja. W atmosferze więzi, wspólnoty, ale nie z tymi obcymi ludźmi wokół mnie – po prostu poczucie więzi i wspólnoty duchowej z czymś lub kimś większym i nie należącym do tego materialnego świata. Takie wsparcie duchowe od wielu istot, które są ze mną spokrewnione, czy mocno ze mną związane na poziomie duchowym…
Warto dążyć do tego uczucia, warto się poświęcić, spędzić kilka lat jak odludek, warto opanować automatyczne myśli pochłaniające tak wiele energii, warto odnaleźć w sobie tą wielość istnień, które przecież żyją, myślą, czują i promieniują do mnie swoim szczęściem.
Ciągle zapominam i na nowo przypominam sobie o tym, by im dziękować, dziękować za każdy kolejny dzień mojego życia i ich obecność w nim. Wiem, że każda przeszkoda na mojej/naszej drodze zostanie pokonana, że spotykać będę tylko właściwych ludzi, że nic nie jest przypadkowe w życiu. Nie wiem czy byłbym w stanie być nieszczęśliwym człowiekiem. Już chyba nie..
Nadal jednak nie wiem, w jakim celu przyszedłem na świat – może żeby uczyć się i doświadczać tej wspólnoty? A może żeby… żeby zdecydować co dalej? Nie wiem. Może sam nasz udział w tym co dzieje się na Ziemi jest ważny? Sama nasza obecność i podświadoma zdolność do dzielenia się tą wspólnotą z innymi, zwykłymi ludźmi, których mijam na chodniku przy Alejach Jerozolimskich, albo tych, których spotykam w pracy? Może to jest właśnie nasze zadanie – być i swoją obecnością podnosić wibracje na wyższy i zdrowszy poziom?
A więc jestem, dla Was, dla nich, dla każdego dużego i małego, szczęśliwego i rozżalonego.
Podziękujcie dzisiaj za ten dzień, za możliwość doświadczania i uczestniczenia w Zmianach zachodzących właśnie na Ziemi i w świadomości jej mieszkańców. Jutro i pojutrze też.
Postaram się od dzisiaj dzielić tą wspólnotą również za pośrednictwem tego bloga.
I nie tylko – dzisiaj w windzie dałem płaczącemu 3-latkowi cukierka. Tak go to zszokowało, że o całym świecie zapomniał :)
Uśmiechnijcie się!
Jezus Chrystus blog i Jego Ewangelia
Co Wam będę dużo gadał, sami zobaczcie:
Jedna rzecz tylko nie daje mi spokoju, czy wszechmocnego Syna Bożego Jezusa Chrystusa nie stać na jakąś ładną stronę www oraz na własną domenę, np. jezus.pl, na której w sposób profesjonalny mógłby głosić swoją naukę? Czyżby Wszechmocny Chrystus nie mógł zdobyć sobie ładnej domeny? Czyż nie jest to kwestia wiary?
Jezusie, przecież teraz Twoi wierni muszą oglądać te szatańskie reklamy u góry strony, które tak bardzo skutecznie odciągają Twoich wiernych od jedynej prawdziwej Ewangeli! Zaprawdę, na ciężkie próby wystawiasz, O Panie swoich wiernych.
Amen.
Leśny kościół
Pewnego razu był sobie las, w którym ptaki śpiewały w dzień, a w nocy było słychać głos owadów. Drzewa bujnie się rozrastały, kwiaty kwitły i wszystkie rodzaje stworzeń spacerowały sobie na wolności.
I wszyscy, którzy wchodzili w ten las, byli prowadzenie do Samotności -- tego domu Boga, który znajduje się w ciszy natury i w jej pięknie.
Ale wtedy nadszedł wiek Świadomości, gdy w końcu ludzie nauczyli się wznosić budynki wysokie na tysiąc stóp, niszczyć rzeki i lasy, i góry w ciągu miesiąca. Tak więc zbudowano świątynię z drzewa z lasu i z kamieni, z ziemi, na której rósł las. Wieżyczki, wieże i minarety wznosiły się wysoko w niebo, powietrze było nasycone dźwiękiem dzwonów, modlitwą, śpiewem i kazaniami.
I nagle Bóg pozostał bez domu.
Bóg ukrywa rzeczy, stawiając je przed naszymi oczami.
Słuchajcie, posłuchajcie pieśni ptaka, wiatru wśród drzew, ryku oceanu;
spójrzcie na drzewo, na spadający liść, na kwiat, jakbyście je widzieli po raz pierwszy.
Możecie nagle nawiązać kontakt z Rzeczywistością;
z tym Rajem, z którego my, wychodząc z wieku dziecięcego, jesteśmy wyłączeni przez naszą wiedzę.
Hinduski mistyk Saraha mówi: „Poznajcie smak tego zapachu, którym jest brak wiedzy„.
Anthony de Mello „Modlitwa żaby”

