Get Adobe Flash player
Bez wstępu

Świat daje Ci to, co czujesz i o czym myślisz.

Jedyne Twoje ograniczenia to te, które sam na siebie nakładasz.

Życie na Ziemi to tylko krótkie zamyślenie naszego Całkowitego JA.

Nie pochodzisz z tego świata, to ten świat pochodzi z CIEBIE.

Podłącz swojego Facebooka
Connect with Facebook
Ostatnie komentarze
    mrkriss: w ramach interpretacji – świat to iluzja, nicość, bardo… zimne gwiazdy – jak mara senna.
    mrkriss: @Maya: miałem na myśli Katolicyzm, sorki za nieścisłość.
    mrkriss: Może spróbuję uzupełnić swój punkt widzenia w kwestii wyciszenia myśli, bo wyrażam się dość niejasno (ale...
    mrkriss: obecny lama przez cały czas zabiegał o pokojowe rozwiązania. Uciekł, gdy zrozumiał, że celem Chin jest...
    Zbyszek: jeje na niebiesko
    dreamer: wielkość obecnego Lamy jest wątpliwa Gdyby jego intencją był światowy pokój a nie ucieczka od wielkiej...
    f4z3r: Pozdrawiam :)
    mrkriss: httpv://www.youtube.com/watch? v=iMb47etCM5c „You just don’t get it, do you?” :D
    Emily: Swietny tekst, tak dobry, ze trudno cos dorzucic. No i fajniejszy od starego wyglad strony; mniej tajemniczy,...
    mrkriss: Ja znalazłem już moją Partnerkę Duchową :), przyciągneliśmy się, gdy najbardziej byliśmy sobie potrzebni i...
Z Galerii
Robert Monroe


Loading...


Loading...
Zaloguj się




Załóż konto | Zapominalski?
Załóż konto



Hasło prześlemy mailem.
Log in | Zapominalski?
Odzyskaj hasło



Potwierdzenie otrzymasz mailem.
Log in | Załóż konto
Kliknij & Pomóż!

The Rainforest Site

Archiwum kategorii ‘Różności’

Niebieska Przystań znów online!

Tak, tak! Szczegóły znajdziecie tutaj.

Poród w stanie hipnozy?

Nie jestem pewien dlaczego narrator używa tutaj słowa „hipnoza”, choć w tytule jest o wyciszeniu. Niemniej ciekawy film o tym jak rodzić bez bólu.

Wizyta w Grabniku

No i stało się, dałem się namówić (lepiej późno, niż wcale) na wyjazd do Grabnika, na ostatni dzień wykładów udzielanych przez samego Tenge Rinpoczego. Muszę przyznać, że nie żałuję, a raczej żałuję, że wcześniej się nie zdecydowałem, może zdążyłbym przyjąć schronienie…

Najbardziej utkwiła mi w pamięci spokojna, niemal medytacyjna atmosfera panująca tamtego dnia w Ośrodku Kultury Tybetańskiej. Ale nie była to atmosfera senna, ale pogodna, prawie radosna..

Dzieci szybko się zaaklimatyzowały i rozpoczęły radosne buszowanie po namiotach i pokojach innych uczestników wykładów.

Na samym początku Tenga Rinpocze poprowadził ceremonię poświęcenia flag modlitewnych usytuowanych na środku placu przed budynkiem ośrodka. Potem wszyscy zebraliśmy się w ogromnym namiocie rozbitym nieco dalej… zwyczaj wymaga od każdego uczestnika by ten wchodząc do namiotu wykonał trzykrotnie głęboki ukłon w stronę Rinpoczego z dotknięciem podłogi czołem. Jakoś nie udało mi się zdobyć na ten wyczyn. Usiadłem po cichu i czekałem co będzie dalej.

Wkrótce zaczęły się modlitwy inicjujące a dla mnie jakby czas się zatrzymał. Słuchałem i nagrywałem na telefon nauki Tengi i czułem jak bardzo współgrają one ze mną, jak bardzo podobne są do tego co przeżyłem i odnalazłem w swojej praktyce do tej pory. A jednak ciągle miałem jakiś jeszcze dystans.

Potem była 3-godzinna przerwa obiadowa. Pospacerowaliśmy sobie po okolicznych łąkach, pogadaliśmy z innymi uczestnikami, w końcu zjedliśmy posiłek. Potem zaczęła się druga część, składająca się głównie z podziękowań, jakie Tenga Rinpocze składał wszystkim zaangażowanym w rozwój ośrodka.

Na koniec, zanim poszliśmy do samochodu poszedłem jeszcze raz do namiotu posłuchać ostatniej praktyki… Jakoś nie dawało mi spokoju to, że oni tam grają a mnie tam nie ma.

Już z daleka było słychać było donośny głos tybetańskich trąb dun-chen, talerzy rol-ma i bębnów damaru. Stanąłem przy wejściu i zasłuchałem się na chwilę. Stałem na wprost Tengi Rinpoczego, który siedział na drugim końcu namiotu. W pewnym momencie uderzyła mnie energia głębokiego respektu, szacunku i cześci wobec tej praktyki, wąski, ale wyraźny strumień skierowany wprost do mnie… Czyżby Tenga Rinpocze…? Cały czas siedział nieruchomo, chyba z zamkniętymi oczyma. Podobno ludzie czują przy nim niesamowite rzeczy.

Pomyślałem, że czas już iść. Tym razem nie miałem już problemu z ukłonem. Pożegnalnym.

Patrząc na stronę domową ośrodka w Grabniku i na posąg Buddy tam przedstawiony zaczynam odczuwać coś w rodzaju słabej i niewyraźnej… takie jakieś podświadome przyciąganie, coś niejasnego, jakby sentyment? Czuję, że wcześniej czy później z0stanę buddystą, ale… muszę do tego dojrzeć wewnętrznie. Musi coś się jeszcze wydarzyć. Muszę rozpoznać i odnaleźć swoje powiązanie z buddyzmem, o ile takie istnieje.

Z moich przemyśleń i rozmów z Conchi wynika, że moja dotychczasowa ścieżka ma wiele wspólnego z praktyką buddyjską, choć wszystkie ćwiczenia, jakich się podejmowałem, wybierałem intuicyjnie. Książka Johanessa Lotz Si zawiera w sobie dość dokładny opis chrześcijańskiego podejścia do medytacji, którą praktykowałem przez pewien okres dość intensywnie (omijając skrzętnie chrześcijańskie terminologie). Stanowiła ona w tamtym czasie jedyne i główne źródło moje wiedzy praktycznej, które również wybrałem intuicyjnie.

Co w tym dziwnego? Ano to, że rezultaty mojej praktyki są łudząco podobne do tego, do czego dąży początkujący buddysta. Mam na myśli dążenie do urzeczywistnienia pustki i przejrzystego stanu umysłu. Nic nie opisuje tak trafnie tego stanu jak opis, który usłyszałem na wczorajszym wykładzie w Grabniku (przytoczę je tutaj później, po przesłuchaniu nagrań).

PS. Zapisuję to wszystko ku pamięci, oraz dla Was, jeśli zdecydujecie się kiedyś wkroczyć na ścieżkę Buddy (kto wie czy już nią nie kroczycie?).

PS2. Czekam niecierpliwie na kolejne warsztaty. Rinpocze przyjedzie dopiero za rok, jest więc czas, by wszystko przemyśleć i się przygotować.

The Meaning of Life

Geny a duchowość

Co jakiś czas wraca do mnie temat powiązań płci ze skłonnościami do wewnętrznych poszukiwań i ostatnio dochodzę do prostego wniosku: owszem, geny wpływają na nasze zainteresowanie sprawami duszy, ale to my sami kształtujemy nasze geny, poprzez nasze wybory i decyzje. Ten najbardziej naturalny mechanizm modyfikowania własnego kodu genetycznego nazywamy nauką, pracą nad sobą, edukacją, treningiem.

Kiedy więc spotykamy człowieka, od którego aż wieje duchowością, to czy to znak, że ja jestem w stanie „odbierać” jego kod genetyczny? Nie, jestem w stanie odbierać empatycznie to co ten człowiek przyciąga do siebie, z czym pracuje, a więc rezultat aktów jego woli. A co się dzieje z kodem genetycznym jego ciała? Oczywiście, zgodnie z prawami przyrody dostosowuje się do zmieniających się potrzeb jednostki.

Zatem nasz kod genetyczny to rezultat naszych działań, naszych i naszych przodków. Geny stanowią dla nas niejako bazę, od której zaczynamy nasze kolejne życie, jednakże nie jest to jakaś matematyczna stała, od której jesteśmy całkowicie zależni – możemy wpływać na nasze cechy genetyczne poprzez akt woli i pracy nad sobą

Czy duchowość może być zapisana w genach? Pewne cechy charakteru i uwarunkowania na pewno tak, ale rozwój duchowy jest procesem, który dzieje się w świadomości. Czy świadomość ma coś wspólnego z genami ciała?

Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam.

Medytuj bo warto!

kliknij na poniższy obrazek i powiedz co sądzisz? Możliwe to czy nie?

A teraz kliknij tutaj i powiedz co sądzisz. I jeszcze tutaj. I na koniec jeszcze tu.   

Nie dajcie się nabrać :) 

The Zeitgeist Movement Activist Orientation Guide po polsku

Wszystkich pragnących uwolnić świat od reżimu pieniądza zapraszam do lektury materiału zawierającego wiele kluczowych oraz szczegółowych informacji – Activist Orientation Guide.

Widzenie trójwymiarowe

Jak miałem okazję się ostatnio przekonać moje widzenie rzeczywistości było mocno „spłaszczone”. Nauczyliśmy się postrzegać rzeczywistość jako płaski, dwuwymiarowy ekran, w którym wszystko jest zespołem mechanizmów do zaspokajania potrzeb naszych jak i innych ludzi. Chcesz to – naciskasz ten guzik, idziesz tam, robisz tamto, płacisz, itp, itd. Tymczasem rzeczywistość jest pełna przestrzeni, dynamiki, barw i dźwięków.

Dzięki prostym, zasugerowanym przez Conchi ćwiczeniom udało mi się uzyskać bardziej naturalny sposób postrzegania rzeczywistości, dzięki któremu szczegóły stały się widoczne i ciekawe a monotonna, codzienna jazda samochodem zamieniła się w pełną wrażeń zabawę.

Oto jak można takie postrzeganie rozwijać: w trakcie jazdy samochodem spróbuj rozproszyć wzrok, tak by obejmował on możliwie duże pole widzenia. Osłabi to nieco ostrość widzenia, ale pozwoli na lepsze postrzeganie tego, co dzieje się nie tylko przed tobą, ale też po bokach, czy u góry. Ćwicz takie widzenie przez kilka dni, po kilkanaście minut rano i po południu, a gwarantuje, że zauważysz w tym czasie znaczną różnicę i poprawę widzenia trójwymiarowego.

Udanej zabawy :)

Nad tym pracuję od ponad 2 lat

Czy mogę służyć ludzkości i sobie? Wydaje mi się, że tak, obie strony medalu mogą świetnie się uzupełniać.

W czym chciałbym się realizować?

Interesuje mnie:

  1. pomaganie innym
  2. doskonalenie duchowe

w zakresie: uzdrawianie, ochrona, wzrost, wspomaganie samorealizacji, poszerzanie wiedzy o niefizycznym.

Gdy już uwolnię się od potrzeby pracowania na etat, wtedy rozpocznę intensywną pracę na rzecz siebie i innych.

  1. intensywny trening fizyczny (sztuki walki, akrobatyka)
  2. intensywny trening duchowy (yoga, buddyzm, inne?)

Czułem wielokrotnie jak Stwórca chce za moim pośrednictwem doświadczać zarówno atakowania, jak i bycia atakowanym, obrony i bycia bronionym, uzdrawiania i bycia uzdrawianym… mi pozostawiając niezłomne prawo wolnego wyboru i ostatecznego decydowania o moim losie.

Zdecydowałem, że najpierw muszę uwolnić się od potrzeby pracy na etat. Czuję wyraźnie, że ten etap powoli zbliża się ku końcowi. Przede mną jeszcze uzyskanie finansów na start i spłata kredytu.

W jaki sposób będę pomagać innym na początku? Chociażby dzieląc się moją (jeszcze nie potwierdzoną) umiejętnością wystarczająco szybkiego zarabiania pewnej ilości pieniędzy, by pozwoliło to na uwolnienie się od siedzenia w robocie 8h/5dni w tyg. Stworzona zostanie w ten sposób grupa osób niezależnych finansowo. Całymi dniami będą oni mogli robić co tylko zechcą, jedynie maks. 1godzinę dziennie poświęcając na zarobek.

I oto chodzi! Pieniądze dla ludzi, a nie ludzie dla pieniędzy!

Banki mogą sobie wytwarzać z niczego pieniądze, to czemu my nie mielibyśmy móc tego robić? I rzeczywiście, to jest możliwe.

Wyobraź sobie, co mógłbyś robić, mając cały tydzień dla siebie. Ja będę wreszcie mógł na serio zająć się rozwojem osobistym, treningami, życiem rodzinnym. Nad tym pracuję od ponad 2 lat.

Będę miał czas na wiele rzeczy. Będę mógł pomagać znajomym w zarządzaniu stronkami www, będę mógł tworzyć nowe za darmo, lub za pół darmo. Będę mógł. Ale teraz…

Czas wracać do pracy. Cieszę się, że robię to, co lubię. To motywujące.

Mam wrażenie, że dorabianie po godzinach mogę sobie chwilowo odpuścić, zupełnie jakby kasa na kredyt miała do mnie z nieba spłynąć :) No, będzie 13-tka, ulgi podatkowe i parę innych rzeczy, więc może rzeczywiście? Zamiast tego skupię się na testowaniu i dopracowywaniu systemu (upraszczaniu reguł postępowania do maksimum).

Pozostaje wierzyć, że gdy dostateczna liczba ludzi uwolni się od konieczności pracy etatowej, to wtedy pieniądze stracą na znaczeniu, będą stawać się coraz mniej istotne, aż w końcu ludzie całkiem z nich zrezygnują.

Sukcesów, Rodacy!

Tao Stworzenia

Gdy się modlisz o oświecenie, przyciągasz także pokusy

Gdy rozbłyskasz światłem, przyciągasz chęć zgaszenia światła

Gdy niesiesz służbę, na przeciw tobie wychodzi zniewolenie

Więc się bronisz

Następuje wyrównanie Sił

Sprowadzające wszystko do wolnej woli Człowieka

Który zawsze świadomie lub nie podejmuje ostateczną decyzję

Możesz pozostać liściem targanym na wietrze

Bez Mocy, Bez Poznania, Bez Oświecenia

Lecz, gdy pokonasz pokusy

Gdy ochronisz Światło

Gdy przyniesiesz Pomoc

Staniesz się Silnym Aniołem

A nie słabym Człowiekiem

Oto

Tao Stworzenia

Tao Wzrastania

Tao WszechMocy