Buddowie i bodhisattwowie mają we wszystkich kierunkach niezaciemnioną wizję. Wszystko jest w ich obecności a ja stoję przed nimi.
Tak medytując powinienem trwać pełny odpowiedniego nastawienia, szacunku i lęku; raz za razem muszę w taki sposób myśleć o buddach.
Kiedy przytomność pilnuje bramy umysłu, przybywa introspekcja, a kiedy raz przyjdzie, już nie odejdzie.
Początkowo zawsze powinienem w taki sposób ustawiać umysłi pozostawać tak cicho, jakbym nie miał wrażliwych zmysłów, niczym kawałek drewna.
(…)
Pomyślawszy: „Ciało powinno tak pozostawać”, powinienem wrócić do działania; co jakiś czas muszę na nowo przyglądać się sobie, aby sprawdzić pozycję ciała.
(…)
Tak muszę badać umysł – w co jestem zaangażowany? – że nawet przez moment nie porzucam bieguna koncentracji
(…)
Rozpoznawszy, czego mam się podjąć, z umysłem skupionym na tym zadaniu, nie muszę zajmować się niczym innym, aż skończę.
Dzięki temu wszystko zrobię dobrze. W przeciwnym razie nie tylko nie uzyskam zdolności introspekcji, ale jeszcze zwiększę mentalne splamienie nieuważności.
Muszę usunąć pragnienie różnych pustych konwersacji, które często się zdarzają, oraz wszelkiego rodzaju rozrywek.
Jeśli bezmyślnie kruszę ziemię, skubię trawę, rysuję patykiem na piasku, muszę z przejęciem przypomnieć sobie nauki Tathagaty i natychmiast przestać
Kiedy chcę się poruszyć albo przemówić, powinienem najpierw zbadać swój umysł, a potem działać stosownie i ze spokojem.
Jeśli dostrzegam w swoim umyśle przywiązanie bądź niechęć, nie powinienem wówczas działać ani mówić, ale pozostać cicho jak kawałek drewna.
Kiedy mój umysł stanie się hardy, sarkastyczny, pełen zarozumialstwa i arogancji, drwiący, wykrętny i zwodniczy,
Kiedy będę miał chęć się chełpić albo rywalizować z innymi lub być skłonny do irytacji, wówczas pozostanę w spokoju jak kawałek drewna.
Gdy mój umysł zacznie szukać materialnego zysku, honorów, sławy, gdy będę poszukiwał służących i pomocników, pozostanę w spokoju jak kawałek drewna.
Gdy będę niecierpliwy, opieszały, nieśmiały, bezczelny, rozgadany albo stronniczy na moją korzyść, pozostanę cicho jak kawałek drewna.
Dostrzegając w ten sposób, że umysł jest skażony bądź uwikłany w bezowocne działania, powinienem zawsze stanowczo kontrolować go dzięki antidotum.
Rezolutny, pewny siebie, niezłomny, pełen szacunku i uprzejmy, skromny, pokorny, spokojny, oddany i zadowalający innych,
Niedający się przygnębiać ciągłymi sprzecznymi pragnieniami głupców, pełen współczucia dla nich, rozumiejący, że są tacy w wyniku powstawania ich mentalnych splamień,
Zawsze uciekając się do nienagannych rzeczy dla dobra siebie i innych, utrzymuję swój umysł wolny od dumy, jakby był zjawą.
źródło: „Przewodnik na ścieżce bodhisattwy”, Siantidewa, VII w n.e., tłum. z sanskrytu i tybetańskiego Vesna A. Wallace, B. Alan Wallace, przekład z angielskiego Joanna Janiszewska-Rain, wyd. Norbu, 2008r.















Ilu zwykłych, „szarych” ludzi spotkaliście w swoim życiu, którzy żyją w taki lub podobny sposób, opisany w przytoczonej powyżej lekturze? Ja rozpoznałem niektóre z tych cech (opisane w innych fragmentach tej książki) u mojej Mamy. Pamiętam, że czasami napotykam pojedyncze osoby, gdzieś na ulicy, gdy pytam o drogę… czy potrafisz ich sobie przypomnieć? Zauważyć, jak bardzo są pomocni?
Wreszcie, czy masz w sobie pragnienie prowadzenia własnego życia w taki sposób? Czy miałeś/miałaś takie pragnienie w przeszłości, np. w dzieciństwie?
Ja miałem – doświadczyłem podobnego stanu umysłu, do którego doskonale pasuje opis praktyk bodhisattwy przedstawiony w powyższej pracy napisanej przez Siantidewę. Niestety brakowało mi w tamtym okresie wiedzy nt. tego, co otrzymałem. Teraz jestem odrobinę mądrzejszy i wiem, co należy robić, by takie błogosławieństwo otrzymać. Chcę jednak najpierw dobrze się do tego przygotować, by już nie marnować więcej danych mi szans.